- Zaraz - mimo woli
skladanie |audio |ogłoszenia samochodowe„— Zaraz!... — mimo woli zawołał Wachicki, ale urwał. W słuchawce leciutko szemrało i niemniej leciutko dyszano. Może delektowano się tym, że zabrakło mu odpowiednich wyrazów, aby do tego „zaraz" coś jeszcze dodać.
— Do miłego!— posłyszał wreszcie. Był to jedyny jako tako kurtuazyjny zwrot, co się rozległ w słuchawce, ale w. którym — tak przynajmniej Leonowi się wydało — w gruncie rzeczy nic miłego nie brzmiało. Jakiemuś kapitanowi, jak to zwykle ii nas się teraz zdarza, wóda sodowa uderzyła do głowy, pomyślał.
Właśnie, kilka słów co do głowy. Uczucie, że coś mu takiego po głowie chodzi, nie opuszczało Wachickiego nawet wówczas, gdy południowym pociągiem jechał do Częstochowy. W pociągu był wagon restauracyjny, więc obiad zjadł przy szerokiem oknie, za którym były łany i nic się nie działo (chyba że chłop zbił swoją babę lub na odwrót), siedząc przy stoliku, na którym niczym żywa osóbka niekiedy poruszał się płaski kieliszek z grubego szkła. W głowie Leona trwał niemiły galimatias — wstrętne resztki po parudniowym przepiciu. Ale tego dnia nie przechylił butelki zanadto gardełkiem w. dół i nie przesolił. Przybył do Częstochowy tym kurierem nie tyle w stanie charakterystycznego dla niego skostnienia, co raczej z lekka śpiący kapitan Wieczorkiewicz obudził go zbyt wcześnie... Dopiero gdy zszedł na peron częstochowski, uczucie, że wciąż mu coś chodzi po tej głowie, minęło doszczętnie, wspomnienie o rozmowie telefonicznej i sam kapitan odpłynęli na bok — i już doń nie powracali. Na razie.“(2)
<<<< Miałem niewątpliwie więcej
| Ieżał po nocach bezsennie >>>>
Działki Szczecin |Noclegi w górach |Darmowe mp3